- Powinna powstać jedna partia na lewicy, która stworzy jeden klub parlamentarny - mówił w piątek Robert Biedroń (Wiosna) w "Wydarzeniach i Opiniach". Jak nieoficjalnie informuje PAP, liderzy SLD chcą zmienić nazwę swojej partii na Lewica. Powodem jest obawa przed startem w najbliższych wyborach w formule koalicji. Wątpię, żeby takie było oficjalne stanowisko partii Razem, ale pisanie takich rzeczy o tej partii to komplement, bo to znaczy, że orędują za prawdą naukową, gdyż bycie pasożytem przez płód przez cały okres ciąży to fakt biologiczny i tutaj nie ma nic do zasądzania i jednak nawet Razem nie żąda zalegalizowania aborcji na każdym etapie ciąży i nie jest to konieczne, bo 99% aborcji wykonuje się w pierwszym trymestrze, a reszta to skrajne przypadki typu zagrożenie życia/zdrowia.
WPHUB. 3 maja 2023 r. Konwencja #Suwerenna Polska w Hali Expo XXI w Warszawie.Źródło: Licencjodawca, fot: Andrzej Iwanczuk/REPORTER. Bianka Mikołajewska. 27-05-2023 06:30. Wpadka nowej partii

W czwartek SLD wystąpi do wszystkich partii parlamentarnych z propozycją debaty przed wyborami samorządowymi. Sojusz chce, by w debacie - z każdego ugrupowania - wzięło udział po czterech kandydatów startujących w wyborach 21 listopada. Wiceszef klubu SLD Marek Wikiński zwrócił się na czwartkowej konferencji prasowej w Sejmie z apelem do przedstawicieli wszystkich partii parlamentarnych, które wystawiają swoich kandydatów w wyborach samorządowych 21 listopada o udział w tej debacie. - Stańcie do debaty - apelował polityk Sojuszu, jednocześnie kandydat na prezydenta Radomia. - Byłaby to swoistego rodzaju familiada partyjna, gdzie w trakcie debaty moglibyśmy się dowiedzieć o programach i propozycjach poszczególnych partii politycznych - argumentował Wikiński. Szef kampanii samorządowej Tomasz Kamiński poinformował, że SLD wystąpi jeszcze w czwartek do szefów wszystkich partii i wszystkich sztabów wyborczych z propozycją takiej debaty. - My chcemy rozmawiać o samorządzie. Dosyć już budowania kampanii samorządowej na tragedii smoleńskiej, dosyć dyskusji w kampanii samorządowej o kolejnym wystąpieniu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, dosyć dyskusji o tym, komu prezes poda rękę, a komu nie poda. Podyskutujmy wreszcie o sprawach, które tak naprawdę dotyczą Polaków w Rzeszowie, Radomiu, Szczecinie. Podyskutujmy o tych bolączkach - mówił Kamiński. Politycy Sojuszu podkreślali, że ich partia jako jedyna nie inwestuje w kampanii wyborczej w drogie billboardy, a stawia na bezpośrednie spotkania z ludźmi. Apelowali do polityków PO, PiS i PSL o to, by "nie chowali się za billboardami, nie bali się ludzi, by stanęli do dyskusji z kandydatami Sojuszu". Kamiński podkreślił też, że SLD na swoich listach w wyborach samorządowych ma najwięcej kobiet z wszystkich partii, bo blisko 40 proc. Jak dodał, na listach sejmikowych Sojuszu jest około 32 proc. kobiet, a na pierwszych miejscach około 30 proc. Nawiązał w ten sposób do czwartkowej publikacji "Gazety Wyborczej", która napisała, iż na listach PO jest 31,4 proc. kobiet, PiS 30 proc., PSL 27,5, a przoduje SLD z 40 proc. udziałem płci pięknej na listach wyborczych. Obecna na konferencji pełnomocniczka wyborcza SLD Katarzyna Olszewska podkreślała, że np. w Krakowie na listach Sojuszu jest 50 proc. kobiet, a w Warszawie - 45 proc. Kamiński zaznaczył, że kandydaci Sojuszu w wyborach samorządowych to też "armia nowego pokolenia, pokolenia 30-latków, ludzi nowej generacji". Jak dodał, najmłodszy kandydat Sojuszu na prezydenta Tarnowa Jakub Kwaśny na 25 lat, ale - jak podkreślił - od czterech lat jest "najaktywniejszym radnym" w Tarnowie. Szef kampanii zwrócił uwagę, że 13 kandydatów SLD w wyborach bezpośrednich na wójtów, burmistrzów, prezydentów miast nie ukończyło 30 lat, a sporą rzeszę stanowią trzydziestokilkulatkowie. W tym kontekście wymienił eurodeputowanego Wojciecha Olejniczaka, który jest kandydatem SLD na prezydenta Warszawy i posła Krzysztofa Matyjaszczyka kandydata tej partii na prezydenta Częstochowy. Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć.

Zobacz 4 odpowiedzi na pytanie: Czy trzeba mieć koniecznie 18 lat, aby zapisać się do partii politycznej?
W Sejmie obecnej kadencji po raz pierwszy w historii III RP zabrakło miejsca dla przedstawicieli Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Ugrupowanie, które przez lata stanowiło główną siłę lewej strony sceny politycznej, dziś funkcjonuje na uboczu życia publicznego. Czy wyborcze niepowodzenie zniechęciło członków SLD do aktywnej działalności?W 1991 roku część byłych działaczy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej zdecydowała o utworzeniu koalicji na okoliczność zbliżających się wyborów parlamentarnych. Wkrótce przystąpili do niej przedstawiciele wielu partii i środowisk lewicowych, Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej (SdRP), Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), a także związkowcy z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ). W pierwszych latach po transformacji działalność koalicji pod nazwą Sojusz Lewicy Demokratycznej opierała się na krytyce rządów wyborach w 1993 roku SLD uzyskał ponad 20-procentowy wynik, co pozwoliło na utworzenie rządu w koalicji z Polskim Stronnictwem Ludowym. Premierem został wówczas Waldemar Pawlak z PSL-u, którego dwa lata później – w wyniku konstruktywnego wotum nieufności – zastąpił Józef Oleksy. W podobnym czasie lider klubu SLD Aleksander Kwaśniewski zwyciężył w wyborach prezydenckich (swój sukces powtórzył zresztą, już jako kandydat bezpartyjny, w 2000 roku). W 1996 roku nastąpiła kolejna zmiana na stanowisku premiera; funkcję po Oleksym przejął Włodzimierz Cimoszewicz. Rok później rządy lewicy przerwał wyborczy triumf Akcji Wyborczej Solidarność (AWS).Utrata władzy skłoniła działaczy do zmian – pod koniec lat 90-tych niektórzy członkowie SdRP sugerowali przekształcenie SLD z koalicji w jedną partię polityczną. Tak też się stało, a w grudniu 1999 roku odbył się pierwszy kongres ugrupowania. Zjednoczony Sojusz Lewicy Demokratycznej przystąpił do wyborów w 2001 roku w koalicji z Unią Pracy. Ich wynik przesądził o powrocie lewicy do władzy na następne cztery lata, a na czele rządu wkrótce stanął Leszek Miller. Notowania partii spadały jednak wraz z wybuchem kolejnych afer – Rywina, starachowickiej i Orlenu – a w 2005 roku wyborcza klęska SLD (zaledwie głosów) rozpoczęła dominację na scenie politycznej Prawa i Sprawiedliwości i Platformy to SLD utrzymywał się w parlamencie przez kolejne 10 lat. Do ostatnich wyborów Sojusz przystąpił w koalicji z Twoim Ruchem, Unią Pracy, Zielonymi i PPS-em pod nazwą „Zjednoczona Lewica”. Do przekroczenia wymaganego dla koalicji progu zabrakło niespełna pół procenta głosów. Wcześniej klęski w wyborach prezydenckich doznała kandydatka partii na urząd prezydenta Magdalena której liderem po podwójnym wyborczym rozczarowaniu został Włodzimierz Czarzasty, jest dziś skazana na działalność poza głównym nurtem polityki. Warto jednak pochylić się nad postulatami i wyznawanymi przez członków SLD wartościami, które przez długie lata zapewniały partii mocną opisie postulatów SLD będziemy kierować się przede wszystkim dwoma dokumentami dostępnymi na oficjalnej stronie ugrupowania. Pierwszym z nich jest program z 2011 roku zatytułowany „Jutro bez obaw”, drugim – program „Przywrócimy normalność” pochodzący z tego roku, stanowiący odpowiedź na „rok rządów prawicy”.Światopogląd, kwestie obyczajoweOto postulaty SLD dotyczące relacji państwa z obywatelem. Jakie obowiązki względem społeczeństwa ciążą na władzy? Jak daleko państwo powinno ingerować w sferę obyczajową?Wolność, równość, braterstwoW programie SLD czytamy, że lewica stoi na straży wartości, „z których zrodziła się koncepcja współczesnego państwa demokratycznego”. Wartości te zawarto w czasach rewolucji francuskiej w haśle „wolność, równość, braterstwo”. Każde z nich zostało w programie rozwinięte i zdefiniowane:[…] wolność oznacza nie tylko prawo do swobodnego podróżowania po Europie bez granic. Także wolność dokonywania życiowych wyborów, zwłaszcza w sposób wolny od ekonomicznego nacisku. […] równość jest drogą do dobrostanu społeczeństw: im mniejsza rozpiętość dochodowa między najbogatszymi i najbiedniejszymi, tym mniejsza skala problemów społecznych. […] braterstwo – rozumiane jako budowanie społeczeństwa, które nie pozostawia nikogo samemu sobie w potrzebie, w którym obywatele potrzebujący otrzymują ją – i to nie w formie upokarzającej „dobroczynności”, tylko systemowej działalności państwa, będącego umową braterstwie napisano także, że to „taki system rządzenia krajem, w którym kluczowe decyzje podejmowane są z myślą o dobru wszystkich obywateli”.Polityka społeczna nie jest „rozdawnictwem”Zdaniem SLD do prowadzenia odpowiedniej polityki społecznej potrzebne jest mądre wykorzystanie wzrostu gospodarczego; w sytuacji, gdy nie służy on polepszaniu warunków życia obywateli, jest „bezużyteczny”. Równocześnie partia sprzeciwia się zrównywaniu polityki społecznej z „rozdawnictwem”, wskazując, że takie pojmowanie socjalnej roli państwa jest efektem zakłamywania rzeczywistości przez liberalną prawicę. Zamiast tego proponuje potraktowanie poczynań państwa w sferze socjalnej jako inwestycję na na przemyślaną, dynamiczną i sprawiedliwą politykę społeczną są jedną z niewielu inwestycji, której zwrotu możemy być pewni– napisano w rodzin i najuboższychSLD poświęcił w swoim programie sporo uwagi problemowi ubóstwa. Jego rozwiązaniem miałoby być kompleksowe wsparcie rodzin, poprzez urealnienie progów dochodowych i wysokości świadczeń socjalnych oraz zapewnienie prawa do żłobka, przedszkola i opieki chce, by minimum socjalne, podobnie jak minimum egzystencji, było „kategorią prawną”, a jego poziom znajdował odzwierciedlenie w wysokości udzielanych świadczeń. SLD twierdzi, że liczba osób uprawnionych do ich otrzymywania powinna zostać 2011 roku partia proponowała zmiany w tzw. becikowym. „Sprawiedliwe” becikowe miały trafiać w większym stopniu do najbardziej potrzebujących rodziców. Zwiększoną pomoc miałyby także otrzymywać rodziny z niepełnosprawnym dzieckiem. SLD twierdzi, że na zakres pomocy ze strony państwa nie powinno wpływać to, czy dzieci wychowują się w rodzinach pełnych, czy partia proponuje zmiany w programie „500 plus” – obowiązkowe objęcie nim dzieci wychowywanych przez samotnych rodziców oraz wyłączenie z niego najzamożniejszych rodzin, „ze względu na poczucie sprawiedliwości społecznej”.Równość płci, walka z przemocą i dyskryminacjąKilka lat temu SLD ubolewało w programie nad tym, że „mimo gwarancji konstytucyjnych polskie życie publiczne pełne jest przejawów wszelkiego rodzaju dyskryminacji”. Najwięcej uwagi poświęcono nierównej sytuacji płci, na rynku pracy:Mimo przeciętnie wyższego wykształcenia stopa bezrobocia kobiet jest wciąż znacząco wyższa niż mężczyzn, kobiety są też częściej dotknięte długotrwałym bezrobociem. […] W wyniku takiej polityki państwa kobiety otrzymują też rażąco niższe świadczenia emerytalne, co utrwala zjawisko feminizacji też na utwierdzanie przez państwo tradycyjnego podziału ról w rodzinie, który powoduje, że kobiety zajmują się głównie pracami domowymi i macierzyństwem. Partia szczyci się, że prawny zakaz dyskryminacji ze względu na płeć został wprowadzony właśnie za jej rządów. Oskarża też kolejne ekipy o „brak polityki równościowej maskowany tzw. polityką prorodzinną”, brak rzetelnej edukacji seksualnej oraz niedostateczną walkę z przemocą wobec kobiet. W ubiegłym roku ugrupowanie ostrzegało partię rządzącą przed skutkami odrzucenia tzw. konwencji antyprzemocowej. „Jeśli rząd i PiS wypowie konwencję […], będzie miał krew kobiet na rękach” – powiedziała wówczas rzeczniczka SLD Anna-Maria dowodem na to, że kwestia równouprawnienia jest w SLD traktowana bardzo poważnie, jest fakt, że w ramach partii funkcjonuje platforma o nazwie Forum Równych Szans i Praw Kobiet 2011 roku partia deklarowała dążenie do upowszechnienia „wzorca rodziny partnerskiej”, wprowadzenie do szkół publicznych wszystkich szczebli edukacji seksualnej, zapewnienie realnego równouprawnienia płci na rynku pracy, walkę z dyskryminacją płacową oraz wzmocnienie mechanizmu obrony prawnej przed dyskryminacją ze względu na wiek, niepełnosprawność czy orientację nie dla homoseksualistów, walka o związki partnerskiePrzejawem dyskryminacji osób homoseksualnych jest, zdaniem członków SLD, brak możliwości sformalizowania przez nie związków. Nieprawdziwe byłoby jednak stwierdzenie, że partia opowiada się za legalizacją małżeństw jednopłciowych. W 2009 roku ówczesny szef SLD Grzegorz Napieralski powiedział na antenie Radia Zet:Jestem za legalizacją związków homoseksualistów. Jestem za, natomiast czy to ma być ta forma i czy mamy nazywać to małżeństwem? Nie wiem, nie jestem przekonany. […] Pary homoseksualne mogą żyć w związkach i mieć równe prawa. Ale odnośnie adopcji mam duże wątpliwości, jestem znacznie bardziej przychylnie podchodzi do postulatu wprowadzenia instytucji związku partnerskiego. Chce, by to właśnie dzięki niej homoseksualiści mogli formalizować swoje związki. Złośliwcy mogliby dopatrzeć się tu pewnej niekonsekwencji – związek partnerski to bowiem nie to samo, co małżeństwo. Partia w pewien sposób odmawia zatem równych praw mniejszościom seksualnym (chociażby w kwestii wspomnianej przez Napieralskiego adopcji).Trzeba natomiast uczciwie przyznać, że to właśnie SLD wiódł – i wiedzie do dziś – prym w walce o wprowadzenie związków partnerskich. W 2013 roku Sejm obradował nad projektami w tej sprawie – pomysły zmian zgłaszali posłowie PO, Twojego Ruchu i właśnie SLD. Po odrzuceniu wszystkich propozycji Sojusz zgłosił praktycznie identyczny projekt, co stanowiło dowód na spore zaangażowanie partii. W myśl projektu związek partnerski miałby być zawierany przed kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego. Uprawniałby on do wspólnego rozliczania się z podatków, dziedziczenia i skorzystania z urlopu opiekuńczego w celu sprawowania opieki nad chorym SLD o wprowadzenie związków partnerskich jest kontynuowana pomimo nieobecności w Sejmie. Ugrupowanie złożyło niedawno kolejny projekt, który przewiduje chociażby prawo do przejęcia nazwiska partnerskie były, są i będą, a naszym celem, celem polityków jest jedynie to, by zapewnić im bezpieczeństwo funkcjonowania. Dać im wolność i dać im równość wobec prawa niezależnie od płci. […] To nie jest ustawa światopoglądowa, tak jak chce tego prawica. To jest ustawa mówiąca o podstawowych prawach człowieka– tłumaczył wiceszef SLD Wincenty in vitro i prawem do aborcji, dyskusja o eutanazjiW zeszłym roku działacze partii zbierali podpisy pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w kwestii prawa do przerywania ciąży. „Embrion nie jest osobą, nie odczuwa pragnień, lęku ani radości” – argumentowała przewodnicząca SLD w województwie łódzkim Małgorzata Niewiadomska-Cudak. W programie „Przywróćmy normalność” napisano natomiast:[Postulujemy – red.] Wprowadzenie uzależnionego wyłącznie od decyzji kobiety prawa do przerywania ciąży do 12 tygodnia; po 12 tygodniu ciąży – w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia kobiety albo ciężkich wad zdecydowanie domaga się finansowego wsparcia dla par chcących skorzystać z metody zapłodnienia pozaustrojowego. Rok temu ugrupowanie zgłosiło projekt nowelizacji ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, w którym zawarto zapisy dotyczące finansowania in vitro z budżetu:Ludzie chcą mieć dzieci i mają do tego prawo. A państwo ma – przepraszam za ostre słowa – „psi obowiązek”, by obywatelom to ułatwić, czyli – sfinansować– mówił Dariusz Joński, ówczesny rzecznik przeszłości członkowie SLD nie unikali nawet tematu eutanazji (Krzysztof Janik, 2005: „Eutanazja to nic innego jak pewna forma samobójstwa, które jest czynem z natury rzeczy nagannym, ale niekiedy obiektywnie usprawiedliwionym więc trzeba rozmawiać”), ale trudno mówić o jednoznacznym poparciu dla postulatu jej legalizacji – była to raczej próba rozpoczęcia dyskusji niż przejaw realnego zaangażowania w zmianę za świeckim państwemPartia jednoznacznie opowiada się za rozdziałem państwa od Kościoła. „Świecki charakter państwa” to jeden z naczelnych postulatów ugrupowania. Znajduje on odzwierciedlenie w co najmniej kilku propozycjach partii zawartych w jej programie. Chodzi przede wszystkim o:Likwidację Funduszu Kościelnego oraz ograniczenie niektórych dotacji na rzecz Kościoła rzymskokatolickiego i zwolnień podatkowych kościelnych osób prawnych – prowadzenie w ich miejsce dobrowolnego odpisu podatkowego w wysokości 1%,Wycofanie symboliki religijnej z przestrzeni publicznej,Usunięcie z Kodeksu karnego przestępstwa obrazy uczuć religijnych,Zniesienie obowiązkowych lekcji religii w publicznych szkołach i „katechizacji przez państwo”:Pozwoli to zaoszczędzić ponad 1,2 mld zł rocznie. […] Szkoła powinna przekazywać wiedzę w oparciu o najnowsze ustalenia nauki. Rok szkolny nie może rozpoczynać się od obowiązkowej mszy. Ocena z religii powinna zostać usunięta za świadectwa 2013 roku, okazji 20. rocznicy podpisania konkordatu, Leszek Miller stwierdził, że państwo „abdykowało” w obliczu roszczeń Kościoła katolickiego, który chce „włączać struktury państwa we własną misję religijną”. Rok później na youtubowym kanale TVSLD ukazał się taki spot z prof. Joanną Senyszyn:Patriotyzm według SLDRetoryka członków ugrupowania z całą pewnością nie opiera się na konserwatywnym przywiązaniu do wartości narodowych i historii. Nie oznacza to jednak, że SLD całkowicie odcina się od przeszłości. W wydanym kilka lat temu „Niezbędniku historycznym lewicy” partia opowiada o historii ruchu robotniczego, powstaniu Polskiej Partii Socjalistycznej i jej roli w odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Z drugiej strony, wspomina także o latach komunizmu i władzy PZPR-u, wskazując, że „nie można […] całego okresu PRL określać mianem totalitaryzmu”.Ciekawe w kontekście tradycji lewicy w Polsce są słowa z Deklaracji I Kongresu SLD:Szczególnie bliskie są nam tradycje polskich socjalistów, łączących patriotyzm i dążenia niepodległościowe z walką o demokrację polityczną oraz prawa ekonomiczne i socjalne. W nasze postrzeganie polskich spraw wpisane jest myślenie i działanie tych wszystkich działaczy opozycji demokratycznej, którzy w imię ideologii demokratycznego socjalizmu podjęli w czasach PRL walkę o godność robotników, honor i dobre imię polskiej definicję patriotyzmu przedstawił swego czasu Marcin Jagodziński z Forum Młodych SLD:[Patriotyzm – red.] Jest czymś, co każdy z nas powinien mieć we krwi i myślę, że na pewno ma. Nie zawsze go pokazujemy, dlatego symbol flagi czy postępowanie na co dzień może być objawem patriotyzmu. Jest to cały sposób bycia, pomocy innym ludziom. Patriotyzm oznacza też swoistą postawę wobec siebie i podatki, biurokracjaPrzedstawiamy poglądy członków SLD na kwestie gospodarcze. Jak, ich zdaniem, powinien wyglądać system podatkowy? Czy partia opowiada się za ograniczeniem biurokracji?5 filarów dla gospodarkiZdaniem SLD Polsce potrzebny jest szybszy wzrost gospodarczy – oscylujący w granicach 5% rocznie. Wizja partii dotycząca rozwoju gospodarki jest bardzo ambitna:Naszym celem jest przekształcenie Polski w najbardziej konkurencyjną gospodarkę w Europie, zdolną do długofalowego wzrostu […] oraz osiągnięcia obecnego poziomu i jakości życia w Europie Zachodniej w ciągu jednego zawartą w programie oparto na 5 filarach:Szybki wzrost gospodarczy,Zdrowe finanse publiczne,Przyjazny klimat dla biznesu,Postęp technologiczny i innowacje,Sprawiedliwym zadania w ramach poszczególnych filarów dotyczą właściwie wszystkich dziedzin, które w większym lub mniejszym stopniu wpływają na stan gospodarki – przede wszystkim rynku pracy, wspierania przedsiębiorczości, systemu podatkowego oraz polityki dokumencie z tego roku partia sygnalizuje konieczność sformułowania celów polskiej gospodarki w perspektywie 10-letniej oraz prowadzenie takiej polityki gospodarczej, która będzie spójna z innymi zadaniami administracji, polityką zagraniczną i podatkowy według SLDW tym samym programie SLD zawarł postulaty dotyczące systemu to podstawowe źródło dochodów budżetowych. Ich wysokość i konstrukcja musi pozwalać na realizację polityki społecznej, a jednocześnie – tworzyć optymalne warunki do wzrostu zamożności obywateli. Ważne jest, by podatki były sprawiedliwe: w większym stopniu obciążały bogatych niż mniej zamożnych, nie zniechęcając jednocześnie tych ostatnich do podejmowania wysiłków w celu poprawy swojego bytu. System podatkowy powinien służyć wyrównywaniu poziomu życia osiągnąć wszystkie te cele, partia proponuje przede wszystkim zwiększenie progresji podatkowej. Wprowadzenie 5 progów podatkowych miałoby zmniejszyć obciążenia najmniej zarabiających, a zwiększyć („w racjonalnych granicach”) opodatkowanie najzamożniejszych. Podatek liniowy miałby obowiązywać wyłącznie w przypadku przedsiębiorców, którzy zatrudniają propozycje to: kwota wolna od podatku w wysokości 24 tysięcy złotych, 2-procentowy „podatek od wielkich fortun” (spadków i darowizn przekraczających 2 miliony złotych, bez względu na stopień pokrewieństwa) oraz podatek od spekulacyjnych transakcji finansowych. SLD domaga się także uszczelnienia systemu poprzez „opodatkowanie wyrównawcze spółek ulokowanych w rajach podatkowych”.Ugrupowanie nie pomija kwestii proponowanych zmian w podatku VAT. Podstawowa stawka tego podatku miałaby ulec obniżeniu do poziomu 21%. SLD chce wprowadzenia nowej ustawy o VAT – na tyle prostej i spójnej, by prawo podatkowe było jednakowo interpretowane, co mogłoby pomóc w uszczelnieniu nie unikała reform podatkowych w okresie swoich rządów w koalicji z Unią Pracy. Przykładem jest wprowadzenie tzw. podatku Belki, czyli 19-procentowego podatku od dochodów kapitałowych. Rząd Millera „majstrował” także przy podatku akcyzowym. W latach 2001-2005 wzrosła akcyza na paliwo i wyroby tytoniowe, a głosami posłów SLD, UP i PSL wprowadzono także akcyzę za energię elektryczną. Obniżona została za to stawka akcyzy na alkohol, co – nawiasem mówiąc – spowodowało zwiększenie wpływów do budżetu z tytułu tego liczby urzędników – niespełniona obietnica rządu MilleraW 2011 roku Sojusz zwracał uwagę na potrzebę zmniejszenia skali biurokracji:Administracyjna machina codziennie zmusza tysiące osób do czasochłonnej bieganiny po urzędach. Wołanie o uproszczenie procedur […] słychać od wielu proponował też „racjonalizację” zatrudnienia w administracji, likwidację niepotrzebnych instytucji oraz likwidację zjawiska marnotrawienia publicznych pieniędzy. Podobne postulaty nie są wśród członków ugrupowania niczym nowym. Już przed wyborami w 2001 roku Sojusz przekonywał, że konieczne dla naprawy stanu finansów publicznych oszczędności zacznie od siebie. Czy to się udało?Wprawdzie zamrożono pensje w administracji rządowej, ale do opodatkowania diet poselskich, co również zapowiadał Sojusz, determinacji już zabrakło. Wolniej, niż obiecywano, przebiegała likwidacja funduszy, fundacji i agencji obracających pieniędzmi podatników. Witold Kieżun, jeden z największych specjalistów od zarządzania, wielki wróg powiatów, uważa, że pod rządami Millera biurokracja jeszcze się rozrosła. W roku 2000 zatrudnienie w administracji państwowej wynosiło 135 865 pracowników, w 2002 roku już 157 644. Według GUS bieżące zatrudnienie w drugim półroczu 2003 w stosunku do II półrocza 2002 jest wyższe o 17,7 procent– pisał w 2003 roku w „Rzeczpospolitej” Krzysztof związku z reformą samorządową na przełomie tysiącleci nastąpił wzrost liczby urzędników w administracji samorządowej. Jednocześnie spadła liczba urzędników administracji państwowej; jak się okazało, był to jedynie chwilowy spadek, przerwany już w pierwszych latach rządów może niepowodzenie w realizacji postulatu „uszczuplenia” administracji sprawiło, że w dokumencie z tego roku zabrakło podobnej propozycji. Zamiast tego SLD proponuje obecnie… podwyższenie wynagrodzeń w administracji publicznej, „w szczególności w terenowej administracji rządowej”. Kolejne postulaty to przeprowadzenie daleko idącej informatyzacji w administracji oraz ograniczenie outsourcingu usług publicznych:Administracja publiczna nie może działać jak prywatne przedsiębiorstwo i być nastawiona jedynie na obniżanie kosztów swojej w rękach państwaW dziedzinie infrastruktury SLD opowiada się za ideą zrównoważonego rozwoju. Jak zaznaczono w programie „Przywrócimy normalność”, „jednym z narzędzi jego tworzenia jest budowa infrastruktury, która łączy nie tylko największe metropolie, ale również miasta średniej wielkości”.Nowoczesna kolej, drogi, sieć placówek pocztowych, mają służyć przezwyciężeniu podziału na Polskę A i Polskę postuluje rozbudowę połączeń kolejowych, które miałyby obejmować także miasta powiatowe, rozwój infrastruktury rowerowej, budowę kolejnych dróg krajowych i autostrad oraz wprowadzenie elektronicznego systemu poboru opłat na sprzeciwia się prywatyzacji spółek kolejowych. Równie istotne jest – zdaniem jego członków – zachowanie publicznego charakteru Poczty Polskiej, poprzez „walkę z nieuczciwą konkurencją na rynku pocztowym”. SLD deklaruje także poparcie dla realizacji programu „Internet w każdym domu” z wykorzystaniem środków unijnych na budowę infrastruktury internetowej – szczególnie na wsi.„Tak” dla OZE, „nie” dla atomuW trosce o stan środowiska naturalnego SLD opowiada się za większym udziałem odnawialnych źródeł energii (OZE) w polskiej energetyce. Jednocześnie ugrupowanie nie postuluje odejścia od energetyki węglowej. Wręcz przeciwnie – domaga się ochrony miejsc pracy w górnictwie oraz takiej polityki klimatycznej, która pozwoli na ograniczenie emisji dwutlenku węgla nie poprzez likwidację kopalń, a ich powinna korzystać ze swoich bogactw naturalnych, jednocześnie stawiając na rozwój najbardziej nowoczesnych źródeł energii i technologii jej oszczędzania. […] Należy dążyć do bardziej przyjaznej środowisku energetyki węglowej– napisano w programie z tego sprzeciwia się planom budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Partia argumentuje to koniecznością zakupu technologii i paliwa jądrowego za granicą, co zwiększyłoby uzależnienie energetyczne władzy, ustrój, relacje z UEOto poglądy SLD dotyczące kluczowych kwestii związanych z funkcjonowaniem państwa (ustrojem), polityką zagraniczną oraz podstawowymi zadaniami administracji publicznej, takimi jak system opieki zdrowotnej czy oświaty.„Samorząd to udział obywateli w sprawowaniu władzy”W programie z 2011 roku osobny rozdział poświęcono zmianom w samorządach, które określono jako „krwioobieg demokracji” oraz „fundament demokratycznego nowoczesnego państwa”. SLD opowiada się za umocnieniem władzy samorządowej wszystkich szczebli oraz ich ścisłą współpracą z organizacjami społecznymi i obywatelami. Postuluje również ustabilizowanie budżetów ciekawe, SLD nie skrytykował jednoznacznie zapowiedzi polityków partii rządzącej dotyczących wprowadzenia dwukadencyjności w przypadku wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Wśród nieprzychylnych PiS-owi partii dominowały wówczas głosy o podporządkowaniu władz samorządowych władzy centralnej. Lider SLD na Opolszczyźnie, Piotr Woźniak, powiedział, że „sam pomysł dwukadencyjności w niektórych przypadkach ma sens”. Dodał jednak, że jeśli miałby on zostać wprowadzony, to także w przypadku parlamentarzystów i „nie od tyłu działającego prawa” (z pierwotnych zapowiedzi polityków PiS-u wynikała, że dwukadencyjność miałaby dotyczyć obecnych włodarzy miast, co pozbawiłoby ich prawa do kandydowania już w przyszłorocznych wyborach).Niezależny wymiar sprawiedliwościSojusz wprost oskarża rząd o bezprawną ingerencję w wymiar sprawiedliwości, czego dowód odnajdujemy w programie z tego roku:Rządząca konserwatywna prawica doprowadziła do paraliżu Trybunału Konstytucyjnego. Powtarzają się ataki na Sąd Najwyższy, pozostałe sądy, Krajową Radę Sądownictwa, a także Rzecznika Praw Obywatelskich. Prokuratura została w pełni podporządkowana rządowi i zaczęła być wykorzystywana jako instrument w bieżącej walce politycznej. Ten stan rzeczy stanowi wyzwanie dla lewicy. Sojusz Lewicy Demokratycznej […] stanowczo przeciwstawia się planowemu, postępującemu niszczeniu przez Prawo i Sprawiedliwość państwa prawnego, a jednocześnie – jest gotowy do podjęcia jego obrony we wszystkich dopuszczalnych dziedzinie sądownictwa SLD zwraca uwagę na konieczność usprawnienia pracy sądów oraz równego traktowania obywateli wobec prawa. Proponuje przekazanie notariuszom większej części spraw cywilnych, informatyzację sądów i prokuratur, skrócenie czasu postępowań, zwiększenie niezależności prokuratorów dzięki nowej ustawie o prokuraturze, częstsze stosowanie kar ograniczenia wolności zamiast bezwzględnego jej pozbawiania oraz wprowadzenie zmian w programie darmowych porad ochrona zdrowia, nie zysk szpitaliSLD stoi na stanowisku, że zapewnienie wszystkim obywatelom opieki zdrowotnej jest „filarem polityki społecznej nowoczesnego państwa”. W 2011 roku za priorytetowe ugrupowanie uznało zwiększenie jakości bezpłatnej publicznej służby zdrowia. „Sojusz Lewicy Demokratycznej doprowadzi do wzrostu nakładów na ochronę zdrowia” – deklarowała wówczas partia. SLD sprzeciwiała się prywatyzacji także w tej dziedzinie, krytykując rządzącą wówczas Platformę Obywatelską:Obsesyjne dążenie rządu do skomercjonalizowania i sprywatyzowania wszystkich zakładów opieki zdrowotnej, w tym szpitali, doprowadziło do dramatycznego obniżenia bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków. Szpitale powinny służyć dobru wspólnemu, a ich nadrzędnym celem powinna być ochrona zdrowia – nie zaś wypracowanie rządów SLD w latach 2001-2005 w dziedzinie opieki zdrowotnej była likwidacja Kas Chorych i powołanie w ich miejsce Narodowego Funduszu Zdrowia znajdującego się pod nadzorem ministra zdrowia. Celem reformy było wyrównanie dostępności świadczeń w całym kraju oraz zracjonalizowanie kosztów przeznaczanych na służbę propozycje SLD to: wzrost nakładów na system opieki zdrowotnej do 7% PKB, zachowanie świeckiego charakteru służby zdrowia, prawo do darmowych leków także dla osób przed 70. rokiem życia (w ich przypadku kryterium miałaby być określona kwota regularnie wydawana na lekarstwa), legalizacja marihuany do celów medycznych oraz wspomniana wcześniej refundacja metody in Michał Huzarski, przewodniczący SLD w Legnicy, domagał się ustalenia minimalnej stawki wynagrodzeń dla ratowników medycznych, pielęgniarek i położnych na poziomie 1 000 euro netto. Zasugerował przy tym, że podwyżki mogłyby się odbyć kosztem np. zmniejszenia środków na budowę i remonty dróg:Skończyć z gwałtownymi zmianami w edukacji„Edukacja to najlepsza inwestycja” – tak rozpoczyna się rozdział najnowszego programu SLD poświęcony systemowi oświaty. Partia sprzeciwia się gwałtownym zmianom i reformom strukturalnym, w tym likwidacji gimnazjów (choć jeszcze w 2013 roku Sojusz domagał się jak najszybszej likwidacji tych szkół).Rozwiązaniem problemów systemu edukacji miałoby być zwiększenie wydatków przeznaczanych na ten cel. SLD postuluje również:Zapewnienie nauczycielom godnych warunków pracy i odpowiednich wynagrodzeń,Utrzymanie Karty Nauczyciela,Zmniejszenie liczebności klas,Opiekę lekarską i stomatologiczną w szkołach i przedszkolach,Wprowadzenie „rzetelnej edukacji seksualnej”,Zapewnienie dzieciom w szkołach i przedszkolach darmowego śniadania i obiaduCałodniową opiekę nad uczniami w świetlicach szkolnych,Powołanie niezależnej od politycznych wpływów instytucji, która będzie opiniować wszelkie planowane zmiany w systemie konsensus w kwestii bezpieczeństwaPartia deklaruje wsparcie dla „konsensusu w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego”, który powinien zostać osiągnięty ponad partyjnymi podziałami. „Bezpieczeństwo” jest tu rozumiane nie tylko jako zdolność do obrony i wzmacnianie potencjału militarnego, ale także jako bezpieczeństwo ekonomiczne oraz w wymiarze dziedzinie bezpieczeństwa wewnętrznego SLD proponuje utworzenie komisariatów policji w każdej gminie, wyższe wynagrodzenia dla funkcjonariuszy, większą kontrolę nad służbami specjalnymi oraz utworzenie urzędu odpowiedzialnego za zakup zaopatrzenia dla wszystkich służb mundurowych. Bezpieczeństwo Polski w kontekście globalnym miałyby zapewnić ścisła współpraca z partnerami z zagranicy (w tym z NATO), modernizacja armii (co najmniej 50% wydatków z budżetu obronnego miałoby być przeznaczane na zakup sprzętu w polskich firmach) oraz przygotowanie państwa do obrony przed latach rządów koalicji SLD-UP ówczesny premier Leszek Miller podjął decyzję o wysłaniu polskich żołnierzy na misje stabilizacyjne do Iraku i Afganistanu. Tym samym Polska, jako świeżo upieczony członek NATO, udowodniła swoje zaangażowanie we współpracę z amerykańskimi (i nie tylko) sojusznikami.„Nie będzie silnej Polski bez silnej UE”Pomimo popartych działaniami deklaracji o otwartości na wspólne interesy z partnerami na arenie międzynarodowej, priorytetem dla SLD jest zdecydowanie pogłębiona integracja Polski w ramach Unii Europejskiej. Trudno zaprzeczyć temu, że obecność Polski w UE to w dużej mierze zasługa rządu Leszka Millera. Jego funkcjonowanie przypadło na okres negocjacji warunków członkostwa i samego wejścia do Wspólnoty w 2004 roku:Lewica, która wprowadziła Polskę do Unii, od początku uważała i uważa, że to jest nasza Unia, zaś potencjał i solidarność unijna są warunkiem pomyślności i bezpieczeństwa naszego kraju. Nie będzie silnej Polski bez silnej tego powodu SLD głośno krytykuje obecny rząd za sposób prowadzenia dialogu z Brukselą:W naszym najlepiej rozumianym interesie leży więc wzmacnianie borykającej się z licznymi wyzwaniami Unii, a nie swoiste samoizolowanie się czy wchodzenie w konflikty z niektórymi organami bądź instytucjami opowiada się za przekształceniem UE w federację, pogłębioną integracją gospodarczą (z wejściem Polski do strefy euro włącznie) oraz zaangażowaniem Polski w proces relokacji Lewicy Demokratycznej już półtora roku funkcjonuje poza parlamentem, a aktywność medialna liderów partii nie jest już – z oczywistych względów – tak widoczna. Mimo wszystko należy przyznać, że partia Włodzimierza Czarzastego robi wiele, by w następnych wyborach przekroczyć 5-procentowy próg. Członkowie SLD wciąż zabierają głos w debacie publicznej, robiąc pożytek z popularności, na którą przez lata zdążyli sobie zapracować. Od czasu do czasu starają „przebić się” z własnymi inicjatywami, czego przykładem jest ostatni projekt ustawy o związkach sondaże wskazują na balansowanie partii na granicy progu wyborczego. W większości z nich Sojusz zdobywa większe poparcie od innych ugrupowań lewicowych – Partii Razem i Twojego Ruchu. Szanse na to, że scenariusz z ostatnich wyborów nie powtórzy się w 2019 roku, wydają się więc być całkiem spore. jednogłośne sprzeciwienie się partii przeciwko wprowadzeniu 50-procentowej stawki podatku PIT (PO była jedyną partią zasiadającą w parlamencie, która jednogłośnie sprzeciwiła się tej propozycji); w 2006 poparła ograniczenie stawek podatkowych do dwóch – 18 i 32%.
Na 29 października zaplanowane jest posiedzenie Rady Krajowej SLD, która zdecyduje o przyszłości partii. Być może zwołana zostanie konwencja lub kongres nadzwyczajny partii, które przyspieszyłyby wybór nowego szefa Sojuszu. Póki co największe szanse na objęcie schedy po Grzegorzu Napieralskim ma Ryszard Kalisz. W SLD pojawiają się też koncepcje przeprowadzenia prawyborów i zwołania kongresu lewicy polskiej, który dałby początek zupełnie nowej formacji lewicowej w Polsce. Dla Sojuszu sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że musi walczyć o pozycję po tej stronie sceny politycznej z Ruchem Palikota. Zmiany w SLD są konieczne po klęsce wyborczej, w której partia otrzymała 8,24 proc. głosów (Ruch Palikota 10,1 proc.). To najgorszy wynik lewicy od 1989 r. Napieralski w powyborczy poniedziałek zapowiedział przyspieszenie zwołania kongresu partii; sam nie chce ubiegać się o ponowny wybór. Kongres, który zgodnie ze statutem powinien odbyć się w czerwcu 2012 r., teraz miałby zostać zwołany najpóźniej na styczeń. W Sojuszu pojawiają się jednak głosy rozczarowania, że Napieralski nie złożył jeszcze rezygnacji z pełnionej funkcji. W ubiegłym tygodniu w specjalnej uchwale wezwała go do tego Rada Warszawska Sojuszu. Bliski współpracownik Napieralskiego, rzecznik partii Tomasz Kalita, zapewnił w poniedziałek PAP, że kongres odbędzie najszybciej, jak to będzie możliwe. - Kongres będzie okazją do pogłębionej dyskusji, refleksji i może da silny mandat nowemu kierownictwu partii - podkreślił Kalita. Część działaczy z Mazowsza chce z kolei, by Rada Krajowa zwołała nadzwyczajny kongres partii, który wybrałby jedynie nowego przewodniczącego i sekretarza generalnego. Gdyby kongres obradował w normalnym trybie, cała procedura wyłonienia władz trwałaby wiele tygodni, ponieważ zgodnie ze statutem Sojuszu obejmuje ona też wybór władz w kołach, strukturach powiatowych i wojewódzkich. - Powinniśmy działać szybko, tak by nowy przewodniczący i sekretarz generalny przystąpili do odbudowy partii - powiedział PAP mazowiecki polityk SLD. W SLD pojawił się też pomysł, by Rada Krajowa zwołała konwencję, podczas której albo Napieralski sam złożyłby rezygnację, albo głosowane byłoby wotum zaufania dla członków władz krajowych Sojuszu. - Wtedy wyłonimy przewodniczącego, wiceprzewodniczącego i sekretarza. Te trzy osoby przedstawią program naprawczy - jakie cele polityczne sobie stawiamy - i normalnym trybem zjazdowym kampanii sprawozdawczo-wyborczej w 2012 roku będą dokonywane zjazdy wyborcze. Jeśli przewodniczący sprawdzi się w tym trudnym okresie, w sposób naturalny będzie pretendował do funkcji szefa na cztery następne lata - mówi PAP lider opolskiego SLD Tomasz Garbowski. Z obydwiema koncepcjami nie zgadza się wiceszefowa partii Katarzyna Piekarska. - Co nagle, to po diable. Ja uważam, że powinniśmy sobie bardzo dokładnie przemyśleć przyczynę porażki, bo nie jest to tylko prosty problem wizerunkowy. Myślę, że trzeba również przeanalizować kwestię związaną z pojawieniem się bardzo poważnej konkurencji po lewej stronie sceny politycznej w postaci Ruchu Palikota - podkreśliła Piekarska. Jej zdaniem, jeśli zmiany w SLD mają być poważne, powinny objąć również zmiany władz niższych szczebli. - W takiej formule, jak obecnie, partia nie może dalej funkcjonować - zaznaczyła wiceszefowa Sojuszu. Piekarska jest również zdania, że należy rozpocząć przygotowania do kongresu lewicy polskiej. - Jest to koncepcja, która kiedyś wyszła ze środowisk związanych z Aleksandrem Kwaśniewskim, Danuty Waniek, ale ja ją popieram. Chodzi o to, by spróbować zjednoczyć środowiska, które funkcjonują na scenie politycznej, ale zjednoczyć je przede wszystkim wokół idei i programu - wyjaśniła. W zeszłym tygodniu należący do Sojuszu szef Stowarzyszenia Ordynacka Włodzimierz Czarzasty zaproponował, by w SLD odbyły się prawybory, które wybiorą nowego szefa partii. Pomysł ten poparł w poniedziałek na swym blogu europoseł, b. szef SLD Wojciech Olejniczak. Według niego, głosowanie takie powinno być "otwarte nie tylko dla członków Sojuszu, ale również dla wszystkich sympatyków SLD czy szerzej - dla wszystkich sympatyków lewicy w Polsce". - Taki model z powodzeniem zadziałał we Francji - o tym, kto będzie kandydatem Partii Socjalistycznej w wyborach prezydenckich, zdecydowało 1,5 miliona Francuzów. Każdy, komu bliskie jest lewicowe widzenie świata, mógł podpisać deklarację stwierdzającą ten stan rzeczy i zagłosować w prawyborach - napisał Olejniczak. Koncepcję prawyborów poparła też w rozmowie z PAP typowana na wicemarszałka Sejmu Krystyna Łybacka. -To, co było mankamentem ostatnich lat, to rozdźwięk pomiędzy centralą a oczekiwaniami zwykłych członków partii. Powinniśmy każdego zapytać, kogo sobie wyobraża jako szefa i wyłonić go w wyniku prawyborów - uważa. "Całkowitą bzdurą" pomysł prawyborów nazwał natomiast szef podlaskiego SLD Krzysztof Zaręba, który dobrze ocenia pracę Napieralskiego jako lidera. W jego opinii, Napieralski "bardzo wiele" zrobił dla SLD. - Jeżeli koledzy w organizacjach wojewódzkich, powiatowych, gminnych uważali, że jego wynik z wyborów prezydenckich jest w stanie przenieść się na wybory parlamentarne, to oni ponieśli klęskę ze względu na swoje niedoszacowanie pewnych rzeczy - uważa Zaręba. W związku z klęską wyborczą, zmiany w Sojuszu czekają nie tylko kierownictwo centralne partii, ale również władze regionalne SLD. Rezygnację z funkcji szefa Rady Dolnośląskiej SLD zapowiedział w sobotę Janusz Krasoń (na wrocławską listę Sojuszu głosowało 5,39 proc., co nie dało partii ani jednego mandatu; nie dostał się również sam Krasoń). W podobnej sytuacji znalazł się wieloletni poseł Marek Wikiński, który nie zdobył mandatu w Radomiu i złożył rezygnację z funkcji wiceszefa mazowieckiego SLD. Piekarska, która szefuje tej strukturze nie zamierza jednak podawać się do dymisji. Podobnie jak Piekarska myśli wielu innych szefów rad wojewódzkich, Dariusz Joński (Łódź). Jak mówił PAP, podobnie jak cztery lata temu, tak i w tych wyborach do Sejmu dostało się trzech polityków SLD (przed 4 laty koalicja LiD miała 4 posłów z woj. łódzkiego). Zwrócił uwagę, że to jeden z nielicznych regionów, gdzie Sojusz nie zanotował straty. Przypomniał, że w ciągu najbliższych trzech miesięcy dojdzie w Sojuszu do serii konwencji wyborczych od szczebla miejskiego przez wojewódzki po szczebel krajowy. Dlatego - jak dodał - nie ma potrzeby podejmować decyzji, które mogłyby spowodować, że nie będzie miał kto kierować partią. - A o tym, kto będzie na jej czele, także regionalnych struktur, zadecydują ich członkowie - powiedział Joński. Również Krzysztof Zaręba z Podlasia nie ma zamiaru podawać się do dymisji. Jak przyznał, czuje się odpowiedzialny za wynik partii w regionie, ale uważa, iż w Podlaskiem nie był on taki zły, biorąc pod uwagę ogólnokrajowy wynik Sojuszu (SLD ma w Podlaskiem jeden mandat poselski, w poprzedniej kadencji miał dwa). - Jest pewien niedosyt, ale to nie znaczy, że mam się z tego powodu krzyżować - powiedział Zaręba. Przypomniał, że przed wyborami rozważał odejście z funkcji, ale teraz nie wie, co zrobi. Dodał, że to zależy od decyzji struktur partii i oceny kampanii i wyniku. - Jestem daleki od jednej rzeczy, żeby zachowywać się jak szczur i jeśli jest źle, uciekamy z tonącego okrętu. Nie, tak nie zrobię - dodał Zaręba. "Żadnego powodu do rezygnacji" z kierowania partią nie widzi lider pomorskiego Sojuszu Jacek Kowalik, który starał się o reelekcję z trzeciego miejsca w okręgu gdyńsko-słupskim za Dorotą Gardias i Leszkiem Millerem. Jego zdaniem, poparcie poniżej oczekiwań osiągnął w ostatnich wyborach b. premier. - Ubolewam, że wynik Leszka Millera jest tak wymęczony. Zakładaliśmy, że jako lokomotywa wyborcza przysporzy nam 2-3 mandatów w Sejmie - ocenił Kowalik. Rezygnować nie chce też lider opolskiego SLD, który przyznaje, że partia jest w trudnej sytuacji, ale - jak mówi - taki moment powinien być dla polityka mobilizujący. - Nie jest sztuką rządzić organizacją wojewódzką z poparciem 20-30 proc., sztuką jest rządzenie przy 8 proc. poparcia - podkreślił Garbowski. Garbowski nie wyklucza, że gdyby w opolskim SLD pojawił się ktoś, kto "poświęci więcej czasu SLD", jest gotów poprzeć taką osobę. - Na dziś nie widzę takiego rozwiązania związanego z moją dymisją. To spowodowałoby jeszcze większe osłabienie i większe kłopoty, niż mamy dzisiaj - ocenił szef opolskiego SLD. Na swoich funkcjach pozostaną też póki co szef SLD na Pomorzu Zachodnim Dariusz Wieczorek oraz lider szczecińskiego SLD Dawid Krystek. Rzecznik Sojuszu zachodniopomorskiego Albin Majkowski mówi jednak, że nie wiadomo, czy będą ubiegać się o nie ponownie. Rezygnacji nie składa szef SLD na Podkarpaciu Tomasz Kamiński. Jak mówił PAP, czeka na kalendarz wyborczy kongresu. - Myślę, że będę się ponownie ubiegał o przewodniczenie strukturom SLD na Podkarpaciu - zapowiedział Kamiński. Winnym porażki wyborczej Sojuszu nie czuje się także lider partii w Wielkopolsce Leszek Aleksandrzak. - Wynik SLD nie jest szokujący, jest to porażka. Natomiast czy powinienem się podawać do dymisji przy osiągniętym w Wielkopolsce blisko trzynastoprocentowym wyniku? Powiem szczerze, że nie bardzo czuję się przegrany. Moim zdaniem, dymisjonowanie dziś wszystkich i rozwalenie struktur to pewnego rodzaju ucieczka od odpowiedzialności - powiedział PAP Aleksandrzak. Szef Świętokrzyskiego SLD poseł Sławomir Kopyciński zapowiedział w rozmowie z PAP, że ze wszystkimi decyzjami wstrzyma się do posiedzenia Rady Krajowej Sojuszu. W najbliższą środę zbiera się zarząd wojewódzki warmińsko-mazurskiego SLD. Lider regionalnego Sojuszu Władysław Mańkut (pierwsze miejsca na liście w Elblągu, nie zdobył mandatu) powiedział PAP, że dobrowolna rezygnacja z kierowania partią to dla niego "akt dezercji". - Ja dezerterować nie zamierzam, a jak koledzy zdecydują, że trzeba się przegrupować, to nadal chcę wiedzą i zaangażowaniem służyć SLD - powiedział Mańkut. Osoba zbliżona do kierownictwa regionalnego partii powiedziała jednak PAP, że "ofiara Mańkuta niewiele da". - W regionalnym Sojuszu od dawna decyzje podejmował i podejmuje poseł Tadeusz Iwiński i do tego tak się ustawiał, że nie brał za to, co się działo, odpowiedzialności. To on jest odpowiedzialny za zamieszkanie z przydziałem miejsc na olsztyńskiej liście do Sejmu - powiedział informator PAP. W Olsztynie Iwiński był jedynką, ale drugą pozycję nieoczekiwanie otrzymał dyrektor teatru Janusz Kijowski (nie dostał nawet 1 tys. głosów, pokonały go osoby na dalszych miejscach). Rozmówca PAP podkreślił jednak, że Mańkut odpowiada za "zamieszanie z posłem Witoldem Gintowtem-Dziewałtowskim", który nie dostał jedynki do Sejmu, odszedł z partii i z poparciem PO zdobył mandat do Senatu. Także szef SLD na Lubelszczyźnie Jacek Czerniak nie zamierza rezygnować ze stanowiska; jak powiedział, "nie było takich propozycji na zarządzie". Jego zdaniem wynik wyborczy SLD na Lubelszczyźnie co prawda "nie jest zadowalający", ale jednak Sojusz zdobył tu dwa mandaty, tyle samo, co LiD w poprzednich wyborach. "Przy czym jeden z mandatów w 2007 r. uzyskała Izabella Sierakowska z SdPl" - przypomniał. Czerniak poinformował, że lubelski zarząd wojewódzki SLD przyjął uchwałę postulującą szybkie zwołanie konwencji krajowej Sojuszu, która przeprowadziłaby ocenę programu i wybrała nowe władze. - Jesteśmy za zwołaniem konwencji, a nie kongresu, ponieważ konwencję można szybciej przeprowadzić - powiedział. Czerniak popiera też pomysł przeprowadzenia w partii prawyborów na przewodniczącego Sojuszu. - Kandydatów powinny wskazać ciała statutowe, a także należy stworzyć możliwość samodzielnego zgłaszania się. Głosowanie należy przeprowadzić w kołach, by każdy członek partii mógł w nim wziąć udział - zaznaczył. Uważa ponadto, że najważniejszym zadaniem Sojuszu jest obecnie sformułowanie nowego programu partii, gdyż to sprawy programowe zdecydowały o wyniku wyborów. - Nie przebiliśmy się z naszą ofertą programową do wyborców. Musimy na nowo określić, jakie grupy społeczne chcemy reprezentować, jakie postulaty wysuwać - powiedział Czerniak. Na najbliższy czwartek zaplanowane jest w Warszawie spotkanie sekretarzy wojewódzkich struktur Sojuszu, na którym omówiona ma zostać obecna sytuacja w partii, w tym również kwestia wyboru nowych władz ugrupowania.

Jak wyjaśnił, posłowie SLD którzy "znają mechanizmy, są już poobijani". Natomiast w Ruchu Palikota niemal wszyscy posłowie są "nowi". Z tym twierdzeniem zgodził się Andrzej Rozenek.

Jarosław Berger, były radny miejski i wojewódzki SLD, zrezygnował w poniedziałek z członkostwa w Sojuszu. Berger nie ukrywa, że decyzja jest reakcją na wynik wyborów szefa partii - w sobotę, w pierwszej turze zwyciężył Włodzimierz Czarzasty, zaś drugie miejsce zajął Jerzy Wenderlich (obaj zmierzą się w dogrywce w najbliższy weekend).W poniedziałek rano Berger wysłał do około 200 członków Sojuszu mail zatytułowany "Do Zarządu Miejskiego SLD". Oświadczył w nim lakonicznie, że występuje z SLD i prosi o uznanie niniejszej wiadomości za zgłoszoną na piśmie. - Nie widziałem sensu pozornego pozostawania w SLD. Od niemal roku nie uczestniczyłem w ogóle w jakichkolwiek działaniach tej partii, nie płaciłem składek, z tego powodu nie miałem ani biernego, ani czynnego prawa wyborczego, dlatego nie brałem udziału w ostatnim głosowaniu na szefa partii - mówi Berger. - Natomiast wynik tych wyborów pozbawił mnie ostatecznie złudzeń, że ta partia pozbędzie się PZPR-owskiego balastu. Bo z takim bagażem nie ma szans, by uczestniczyć dalej w demokratycznym życiu politycznym w Polsce. Były radny przekonuje, że do SLD zapisał się formalnie tylko z jednego powodu: aby w 2009 roku, razem z Dariuszem Jońskim decydować o przebiegu kampanii referendalnej w sprawie odwołania prezydenta Łodzi, Jerzego na tę deklarację reaguje Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi, szef SLD w mieście, a zarazem członek zarządu krajowego partii?- To się zdarza. Czasem członkowie SLD rezygnują, ale przychodzą też nowe osoby, które chcą się zapisać do partii. Jarek Berger był wieloletnim radnym. Podjął decyzję o rezygnacji i należy tę decyzję uszanować - mówi Berger był radnym miejskim SLD dwóch poprzednich kadencji, jednak w ostatnich wyborach, w 2014 r. nie wywalczył reelekcji. Od 2002 r., był radnym sejmiku województwa (dostał się z listy SLD, choć był bezpartyjny). W 2005 roku został prezesem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Trafił tam tu po odejściu na policyjną wydarzenia minionego tygodnia w skrócie11 - 17 stycznia 2016 roku Każdy z dotychczasowych klientów mógł zapisać się do partii, a wówczas na podstawie ówczesnej ustawy o kinematografii zyskiwał możliwość wymiany filmów z innymi członkami partii. Z czasem partia zaczęła kierować się w stronę prawdziwej polityki. 16 lutego 2019, 15:23 Ten tekst przeczytasz w mniej niż minutę Polska Agencja Prasowa / Jacek Turczyk "Po długiej dyskusji podjęliśmy dzisiaj decyzję o odpowiedzeniu na apel premierów i przystąpieniu do Koalicji Europejskiej" - oświadczył po sobotniej konwencji SLD lider tej partii Włodzimierz Czarzasty. - Od dziś podejmujemy bardzo konkretne rozmowy z innymi partiami, które mają podobną wizję UE, dla których kwestia demokracji i kwestia siły rozsądku w Polsce jest najważniejsza. Myślimy o takich partiach, jak PSL, jak PO, jak Nowoczesna, jak Partia Zieloni, bo te rozmowy potencjalne koalicyjne są najdalej idące, ale chcielibyśmy, reprezentując i współpracując z innymi strukturami lewicowymi, aby równolegle do tej koalicji weszły wszystkie partie i struktury lewicowe, które uznają nasz sposób myślenia - dodał polityk. Jak zaznaczył, negocjacje koalicyjne powinny zakończyć się "do końca lutego", a SLD jest pierwszą partią, która podjęła decyzję o wejściu do porozumienia. Czarzasty poinformował jednocześnie, że w toku negocjacji SLD zaproponuje, by na listach wyborczych Koalicji znaleźli się trzej byli premierzy z ramienia tego ugrupowania: Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller i Marek Belka, a także wiceprzewodniczący PE Bogusław Liberadzki, wieloletni eurodeputowany SLD Janusz Zemke oraz wiceszef Sojuszu Marek Balt. Zobacz więcej Przejdź do strony głównej Obliczyć pierwsze, obliczyć drugie, dodać obydwa i podzielić przez 2. Wtedy sprawdzić na tabeli - gdzie mniej więcej się znajdujemy. Jeszcze istnieją inne typy poglądów. Ja wyróżniam poglądy na ustrój (całość), politykę zagraniczną, i rozbicie ustrojowe to znaczy stopień [de]centralizacji. Za komuny trzeba było zapisać się do partii, aby zrobić karierę. Dziś też Dyskusyjne zwycięstwo Ewy Momot w konkursie na szefa śląskiego oddziału NFZ, komentuje dla nas jeden z kandydatów na to stanowisko, były prezes NFZ Andrzej Sośnierz. Dyskusyjne zwycięstwo Ewy Momot w konkursie na szefa śląskiego oddziału NFZ, komentuje dla nas jeden z kandydatów na to stanowisko, były prezes NFZ Andrzej Sośnierz. Dyskusyjne zwycięstwo Ewy Momot w konkursie na szefa śląskiego oddziału NFZ, komentuje dla nas jeden z kandydatów na to stanowisko, były prezes NFZ Andrzej Sośnierz. Jak informowaliśmy „nową dyrektorką śląskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia zostanie 40-letnia prawniczka bez żadnego doświadczenia w zdrowiu”.Ewa Momot, bo o niej mowa, w latach 2003 – 06 związana była z SLD. Zasiadała w radzie nadzorczej PKSiS Oświęcim, a od grudnia 2012 roku w radzie nadzorczej oświęcimskiej spółki Składowisko Odpadów Komunalnych. Od 2007 roku pracowała w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Śląskiego w Katowicach, od trzech lat jest tam kierowniczką referatu nadzoru w wydziale z podstawowych zarzutów stawianych Ewie Momot jest brak doświadczenia. Kandydaci na szefów oddziałów NFZ muszą mieć pięcioletnie doświadczenie na stanowisku kierowniczym, preferowane w ochronie zdrowia. Tymczasem Ewa Momot nigdy nie zarządzała dużą placówką – kierowała pracą maksymalnie 12 osób. Jako szefowa śląskiego NFZ będzie zarządzać pracą 700 urzędników i dysponować około 7,5 mld zł na konkursie na szefa śląskiego oddziału NFZ „pokonała” siedmiu kandydatów, w tym Andrzeja Sośnierza, byłego dyrektora Śląskiej Kasy Chorych, i byłego prezesa NFZ. Zapytaliśmy go co sądzi o sprawie: Startował Pan w konkursie na szefa śląskiego NFZ. Byli tam inni kandydaci – fachowcy. Wygrała jednak osoba bez doświadczenia. Jakby Pan to skomentował?W związku z tym, że jestem uczestnikiem tego postępowania bardzo trudno jest mi go komentować, ponieważ mam ogląd subiektywny. Myślę, że obserwatorzy zewnętrzni tacy jak Pani wyrobią sami swoje zdanie o tym postępowaniu. Ja patrząc na siebie subiektywnie, wolałbym tego nie komentować. Startowałem, bo jak to w „Gazecie Wyborczej” napisano, czasami konkursy bywają obiektywnie Pan szefem NFZ , ma pan ogromne doświadczenie w zarządzaniu. Jakie trzeba mieć w Pana opinii kompetencje, aby sprawować taką funkcję? To są publiczne pieniądze i zarządzanie masą można odmówić różnym osobom, które może mają mniejsze doświadczenie, że potrafią odnaleźć się w nowej sytuacji. Niewątpliwie trzeba umieć zarządzać taką strukturą, nie tylko pieniądzem, ale całym przedsięwzięciem. To są duże organizmy, szczególnie śląskie. To drugi co do wielkości budżet wojewódzkiego NFZ. Trzeba nie tylko „rozdawać”, ale i odpowiednio kierunkować pieniądze oraz je nadzorować. Te wszystkie umiejętności powinien taki dyrektor mieć. W praktyce różnie to bywa, nie chcę Pan podchodzi do argumentów podnoszonych w prasie, że nowa prezes śląskiego NFZ jest mocno wspierana przez struktury Platformy Obywatelskiej?Niedobrze, że to partyjniactwo w Polsce tyle waży i nie dotyczy tylko służby zdrowia. Za komuny mówiono, że trzeba zapisać się do partii, aby zrobić karierę. Wydawało mi się, że w nowych czasach nie partyjniactwo będzie najważniejsze. Dobrze natomiast, jakby w tak trudnej dziedzinie ochrony zdrowia jednak nie polityka tylko meritum sprawy odgrywało najważniejsza rolę. Trochę więc doświadczenia mam i merytorycznie pewnie Polsce bym się przydał. Liczę na to, że to doświadczenie, które czasem bywa obciążające, jednak przyda się. Póki co nie wytknięto mi wprowadzenia w Polsce pierwszej karty elektronicznej ubezpieczenia zdrowotnego. Za te wszystkie przedsięwzięcia nikt mnie nie zganił. Ale nie chciałbym siebie zachwalać. Sam kiedyś przecież byłem niedoświadczony. Czytaj także: Ewangelia nie może być ważniejsza od Konstytucji
mleczarze. Suwerenna Polska (wcześniej Solidarna Polska) to polska partia polityczna, której działacze kierują się postulatami solidaryzmu, konserwatyzmu, narodowościowymi i eurosceptycyzmu. Choć działa ona jako element Zjednoczonej Prawicy, to posiada wyraziste poglądy, jeśli chodzi o politykę krajową (w tym samorządową) oraz
SLD to największa partia lewicowa w Polsce o orientacji socjaldemokratycznej. Krajowy Komitet Wyborczy SLD utworzony w 1991 r. stanowił szeroką platformę grupującą partie polityczne, centrale związkowe i organizacje społeczne. Dwoma filarami tej koalicji była Socjaldemokracja Rzeczypospolitej i Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. HistoriaPo uchwaleniu nowej Konstytucji w 1997 roku, która prawo do zgłaszania kandydatów na posłów i na senatorów przyznała partiom politycznym i wyborcom, wykluczając organizacje społeczne oraz narastających trudnościach spowodowanych kierowaniem wielopodmiotową koalicją, elastyczną formułę współpracy w 1999 roku przekształcono w partię polityczną Sojusz Lewicy Demokratycznej. Sukces wyborczy partia odniosła w 2001 w wyborach parlamentarnych. Zawiązując koalicję z Unią Pracy, partie zdobyły 216 mandatów poselskich w 460 osobowym Sejmie ( w tym 200 mandatów dla członków SLD) oraz 68 mandatów senatorskich. W sumie 41 % wyborców głosowało na listy okręgowe koalicyjnego komitetu wyborczego SLD-UP. Wspomniane ugrupowania wraz z Polskim Stronnictwem Ludowym utworzyły rząd na czele z Leszkiem ostatnich wyborach do Sejmu utworzono Koalicyjny Komitet Wyborczy Lewica i Demokraci SLD+SDPL+PD+UP, który uzyskał 53 mandaty. Startując z list LiD-u, SLD uzyskał 10 mandatów programoweCelem Sojuszu Lewicy Demokratycznej jest zbudowanie solidarnego społeczeństwa obywatelskiego, silnego i sprawnego państwa oraz rozwój efektywnej gospodarki, zdolnej do zaspokojenia rosnących potrzeb Lewicy Demokratycznej do wartości naczelnych, których urzeczywistnienie uznaje za podstawowe swoje zadanie, zalicza: godność człowieka, sprawiedliwość społeczną oraz solidarność ludzi pracy. Sojusz Lewicy Demokratycznej opowiada się za wolnością sumienia i wyznania, tolerancją światopoglądową i świeckością państwa, za równym statusem kobiet i mężczyzn w różnych dziedzinach życia oraz za poszanowaniem odrębności etnicznych, narodowościowych, kulturowych i seksualnych. Podstawowym celem partii jest zrównanie poziomu życia w Polsce z najbardziej rozwiniętymi krajami Unii Europejskiej. Dalsze postulaty programowe przyjęte na IV Kongresie SLD w 2008 roku, to dążenie do demokracji opartej na stałym dialogu i poszukiwaniu porozumienia, równy dostęp do funkcji publicznych, do równej płacy za tę samą pracę dla kobiet i dla mężczyzn, przeciwdziałalanie wykluczeniu społecznemu i ekonomicznemu, bezpłatny, równy dostępu do usług zdrowotnych w ramach powszechnego, obowiązkowego ubezpieczenia opartego na zasadzie solidaryzmu społecznego. Partia opowiada się również za państwem neutralnym światopoglądowo i świeckim, w którym żaden kościół lub związek wyznaniowy nie ma pozycji zwiększenie możliwości wspierania ich przez obywateli przez podniesienie do 2% odpisu podatkowego. SLD podkreśla ważną rolę ruchu związkowego. Rozszerzać zarazem będziemy obszar partycypacji pracowniczej w życiu przedsiębiorstw tak, aby zawodowa i materialna satysfakcja z pracy oparta była o zdrowe zasady rachunku ekonomicznego i szacunek dla szans życiowych, aktywne przeciwdziałanie społecznemu i ekonomicznemu wykluczeniu, dalsza integracja z UE to inne z głoszonych przez SLD związku z nadchodzącymi eurowyborami, partia utworzyła Koalicyjny Komitet Wyborczy partii jest Grzegorz Napieralski
Na 29 października zaplanowana jest Rada Krajowa Sojuszu, która zdecyduje o przyszłości partii; prawdopodobnie zwoła kongres, który wybierze nowe władze ugrupowania. Wśród polityków SLD
Zarząd krajowy SLD powołał specjalny pięcioosobowy zespół, który zajmuje się opracowaniem strategii wyborcze; Sojusz chce być przygotowany także na sytuację, gdy wybory samorządowe zostaną przyspieszone - poinformował wiceprzewodniczący partii Tomasz Trela. Trela podkreślił, że Sojusz przygotowuje się na dwa warianty: na wybory samorządowe, które mogą być przyspieszone i odbyć się już w tym roku jesienią oraz wariant standardowy, czyli wybory samorządowe w roku 2018. Zapowiedział, że SLD chce wystawić kandydatów w tych wyborach we wszystkich okręgach sejmików wojewódzkich, a w dużych miastach kandydatów na prezydentów miast. "Będą oni startować z komitetów SLD, albo jako kandydaci +obudowani+ innymi organizacjami, stowarzyszeniami czy partiami politycznymi. Zwracamy się z apelem do sprawdzonych koalicjantów - jak ZNP, OPZZ, stowarzyszenia i fundacje o charakterze lewicowym, aby wspólnie przygotować się do wyborów samorządowych" - podkreślił Trela na wtorkowej konferencji prasowej w łódzkiej siedzibie SLD. Trela należy do pięcioosobowego zespołu powołanego przez zarząd krajowy partii, który rozpoczął przygotowania strategii na wybory samorządowe. Kieruje nim sekretarz generalny SLD Marcin Kulasek, w skład grupy wchodzi też szef SLD w woj. kujawsko-pomorskim Ireneusz Nitkiewicz, wiceprezydent Kalisza Karolina Pawliczak, radny sejmiku dolnośląskiego Marek Dyduch. "SLD bez względu na to, czy wybory będą szybciej, czy w planowanym terminie - będzie na nie gotowy. 4 lutego odbyła się Rada Krajowa, na której rozpoczęliśmy dyskusję nad programem. Jako SLD mamy ponad 23 tys. członków, struktury w 320 powiatach i jesteśmy w stanie jako jedna z niewielu partii wystawić listy lewicy do samorządu we wszystkich powiatach" - oświadczył Kulasek. Jak dodał, program jest obecnie dyskutowany od najmniejszych struktur partii, poprzez miejskie, powiatowe, aż do wojewódzkich. Powołany przez zarząd SLD zespół ma zebrać propozycje w całość i stworzyć szkielet programu ogólnokrajowego na wybory samorządowe. Na szczeblach miejskich i powiatowych lokalne struktury SLD będą mogły podjąć decyzję, czy startować w wyborach pod szyldem partii, czy w lokalnych komitetach lewicowych. Rada Krajowa ustaliła, że kandydaci do sejmików występować będą pod sztandarem SLD. "W tych wyborach - jako lewica - musimy powiedzieć wyraźnie: nie chcemy, aby w polskich samorządach był +kaczogród+. I to jest nasza deklaracja, nasze stanowisko. Wiemy, jakie błędy popełniliśmy w ostatnich wyborach parlamentarnych. Gdyby SLD był w polskim parlamencie, to +kaczogrodu+ by w Polsce nie było. Jeśli SLD będzie w samorządach, jest gwarancja, że pan Kaczyński ze swoją ekipą nie przejmie polskich miast, wsi i sejmików wojewódzkich" - dodał Trela. Wiceszef Sojuszu przypomniał, że w wyborach w 2014 r. partia startowała pod szyldem "SLD - Lewica Razem". Jego zdaniem, jest to idea warta odnowienia w 2018 roku. Dodał, że Sojusz "wielokrotnie wyciągał rękę do Partii Razem, która póki co, tę rękę odpycha". Tymczasem, jak podkreślił, zjednoczone partie lewicowe miałyby większe szanse w wyborach. Zdaniem Treli, rozmowy o współpracy partii opozycyjnych i wystawianiu w wyborach wspólnych kandydatów powinny się toczyć na poziomie regionalnym, bo każde miasto i region mają swoje własne uwarunkowania. Jako przykład podał Łódź, w której zarówno PO, jak i Nowoczesna chcą wystawić swoje kandydatki na prezydenta - mimo wcześniejszych deklaracji Grzegorza Schetyny i Ryszarda Petru, że będą mieć wspólnych kandydatów. "Jeżeli będzie chęć współpracy ze strony Nowoczesnej, PO, Razem, PSL, to my na pewno usiądziemy do stołu i będziemy szukać optymalnych rozwiązań. Na pewno nie usiądziemy do stołu z PiS, Kukiz'15, oraz partią KORWiN - ugrupowaniami, które są dla mnie stowarzyszeniami wzajemnej adoracji, o zabarwieniu sekciarskim, a nie politycznym, które niczego nie wnoszą, a więc z nimi przestrzeni do dyskusji nie ma" - podkreślił Trela. Podobał się artykuł? Podziel się! - Symbolem SLD stały się rady nadzorcze do obsadzenia - mówi Katarzyna Piekarska i przyznaje, że po 15 latach działalności w partii zastanawia się nad odejściem. Czeka tylko na rozmowę z
Jak dziennikarze “Przeglądu” zapisywali się do różnych partii Większość ugrupowań deklaruje, że liczba osób z partyjną legitymacją tak naprawdę jest sprawą drugorzędną. Liderzy podkreślają, że liczy się jakość, nie ilość. Owszem, dobrze jest pochwalić się przed innymi 100-tysięczną armią zrzeszonych pod jednym sztandarem, ale pożytek z nich bywa niewielki (zysk ze składek jest minimalny), zaś koszty spore, gdyż wiele osób zapisując się do partii, liczy na profity. Postanowiliśmy sprawdzić, czy łatwo dziś zostać członkiem partii politycznej. A przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, czy poza głosowaniem w wyborach obywatele są jeszcze partiom do czegoś potrzebni. Liga Podejrzliwych Rodzin Warszawska centrala Ligi Polskich Rodzin znajduje się przy ulicy Hożej. Jak na złość narodowcom sąsiaduje ona z miejscem, gdzie urodził się Witkacy – postać przez nich wyklęta. Przekraczamy próg centrali. Ze ściany wodzi za nami wzrokiem portret Dmowskiego otoczony różnymi odmianami miecza Chrobrego – symbolu przedwojennej endecji. W biurze uwija się grupa młodych ludzi. Kiedy mówimy, że chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś więcej o ruchu rodziny Giertychów, bo myślimy o zapisaniu się do LPR, podchodzi do nas mężczyzna lat około trzydziestu. Nie przedstawia się, nie interesuje go też, kim my jesteśmy, za to z czekistowską pewnością zadaje nam pytanie: “Byliście już w jakimś stowarzyszeniu albo partii?”. “Nie”, odpowiadamy prawie równocześnie. Dwukrotnie jeszcze żąda potwierdzenia, po czym patrząc nam głęboko w oczy, zaczyna snuć polityczne rozważania. Spotkaniu towarzyszy atmosfera podejrzliwości. Reszta patrzy na nas trochę krzywo. Może dlatego, że nasz ubiór znacznie odbiega od stylu obowiązującego przy Hożej. Tu najwyraźniej panuje moda na krótko ścięte włosy, obcisłe dżinsy, koszule wpuszczone w spodnie i – w przypadku chłopców – wyraźnie uformowane mięśnie. Jeden ma na sobie koszulkę LONSDALE, ulubiony strój prawicowej ekstremy z Niemiec i Austrii. Dlaczego? Proszę zakryć dwie pierwsze i dwie ostatnie litery nazwy tej firmy, a powód stanie się jasny. Pytamy o program dla ludzi młodych. Tymczasem nasz rozmówca mówi długo i monotonnie o budownictwie, drogach i podatku liniowym, a nawet ewentualnej współpracy z Samoobroną, ale “wiadomo, że oni zawsze głosują w Sejmie z SLD”. “Jak moglibyśmy się przydać?”, pytamy. No i tu nasz interlokutor traci pewność siebie. “Właściwie to nie jest teraz dobry czas, może dopiero przy okazji referendum europejskiego?”, słyszymy. Mamy wrażenie, że jego cierpliwość się wyczerpuje. Wreszcie na naszą prośbę daje nam statut i dorzuca telefon do radnego LPR, który ma nas dalej poprowadzić. “Przyjdziecie na kilka spotkań, zadadzą wam pytania i może, może…”. Na miejscu nikt nie informuje nas o tym, że aby zostać członkiem LPR, potrzebujemy dwóch osób wprowadzających. Nasz rozmówca zapomina także powiedzieć, że kandydat musi wypełnić deklarację gwarantującą, iż zgadza się z programem partii, że podczas rozmowy kwalifikacyjnej pytany jest, co robił w przeszłości (np. podczas stanu wojennego), w jakiej organizacji działał do tej pory, jakiego jest wyznania. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jeśli kandydat nie jest zagorzałym przeciwnikiem integracji z UE, nie ma większych szans na zostanie członkiem LPR. Decyzję o przyjęciu podejmuje zarząd krajowy partii. Unia ludzi Wykształconych Idziemy do Unii Wolności. Po chłodnym przyjęciu w LPR mamy nadzieję, że tu przyjmą nas z otwartymi rękami. W końcu UW powinno zależeć na odbudowaniu szeregów, po tym jak sporo działaczy odeszło do Platformy Obywatelskiej. Teoretycznie też nie trzeba wielu zabiegów, aby dostać się do UW – należy jedynie wypełnić deklarację członkowską. Na szóstym piętrze jednego z budynków przy Marszałkowskiej witają nas plakaty odstające od kanonów liberalizmu. Jeden głosi: “Polak. Katolik. Europejczyk. Naturalne”. W biurze partii zastajemy sympatyczną panią, która stara się wszystko nam objaśnić. Dowiadujemy się więc, jak często odbywają się spotkania kół partyjnych i że UW to “partia ludzi wykształconych”. Ale posiadanie wykształcenia i akces do UW mają swoją cenę, i to wyjątkowo wysoką jak na partyjne wymagania – 30 zł wpisowego, potem 10 zł miesięcznie. Legitymacja partyjna po miesiącu, z podpisem sekretarza gratis. Pytamy o program partii, ale słyszymy tylko, “że właściwie to UW stoi na progu zmian w statucie i w programie, więc może lepiej poczekać z tą decyzją o wstąpieniu”. Jedyne zadane nam pytanie to: czy mamy np. samochód. Byłby to nasz niewątpliwy plus, bo zawsze taki darmowy środek lokomocji się przydaje. Teraz z kolei my dociekamy, co jeszcze moglibyśmy zrobić dla organizacji. “No cóż, do wyborów jeszcze daleko”, rozkłada bezradnie ręce nasza rozmówczyni. Kolego Kalinowski, mam problem… Aby zostać członkiem PSL, trzeba zgłosić się do gminnego koła Stronnictwa. Kandydat musi wypełnić deklarację ideową oraz mieć dwie osoby wprowadzające. Działacza bierze się pod lupę, dopiero gdy jest kandydatem na objęcie jakiegoś eksponowanego stanowiska w samorządzie. W jednym z punktów deklaracji członkowskiej trzeba wymienić partie, w których działało się do tej pory. Wcześniejsza aktywność nie jest jednak plusem, bowiem – jak dowiadujemy się w biurze prasowym – PSL ceni sobie wierność poglądów. Dlatego też kandydat musi szczegółowo wytłumaczyć powody przyjścia i odejścia z danej formacji. Po rozmowie telefonicznej idziemy przekonać się na własnej skórze, jak ludowcy traktują sympatyków. Ogromny gmach w samym centrum Warszawy, przy ulicy Grzybowskiej to siedziba tej najmniej popularnej partii w mieście. Kiedy mówimy, że chcemy zapisać się do Stronnictwa, przyjmuje nas około 50-letni pan ściągnięty z biura organizacyjnego. Z uśmiechem zaprasza do osobnego pokoju. Siadamy za stołem przykrytym – jak na partię chłopską przystało – zielonym suknem. Od razu pojawiają się szklaneczki i butelka wody mineralnej. – PSL jest partią centrową, ale z przechyłem na lewo – wyjaśnia w pierwszych słowach. “Mamy 38 posłów (dziś 37 – przyp. red.) i kilku senatorów. W stolicy nie mamy największego poparcia, ale im dalej od Warszawy, tym lepiej”, dodaje, pokazując na mapie rozkład ludowych wpływów. PSL-owiec z zapałem przekonuje nas, że dokonaliśmy słusznego wyboru, choć nie docieka przyczyn naszej sympatii do ludowców. “U nas panuje wspaniała atmosfera. Nie ma tak, jak w innych ugrupowaniach, że jak jesteś zwykłym członkiem, to nie masz kontaktu z liderami. Co jakiś czas odbywają się spotkania działaczy. Można wtedy przysiąść się do prezesa Kalinowskiego czy Marka Sawickiego, naszego barona mazowieckiego, i powiedzieć: Kolego, mam taki a taki problem”, mówi dyrektor. PSL, jak wynika ze słów naszego rozmówcy, to raczej rodzaj wspólnoty: “Można opowiedzieć kolegom o kłopotach, także tych osobistych, zawsze coś się doradzi, pomoże. Ale organizujemy też spotkania z politykami, fachowcami, w ten sposób można poszerzać wiedzę, kształtować światopogląd”. Pytam, czy jako dziewczyna nie będę osamotniona, w końcu PSL słynie z tego, że kobiet działaczek ma jak na lekarstwo. “Nie, na pewno nie będzie z tym problemu. Jest u nas parę dziewczyn, a Marek Sawicki to nawet zawsze się mnie pyta, jak to robię, że u mnie tyle ładnych kobiet w organizacji”, żartuje. Jako jedyny z rozmawiających z nami działaczy zainteresował się, kim jesteśmy i co robimy. “Archeolog?”, nie kryje zdziwienia. “Takiego jeszcze u siebie nie miałem!”. Po ojcowsku zatroskał się na wieść, że – jak powiedzieliśmy – jesteśmy bezrobotni. “Teraz o pracę trudno, ale nic się nie martwcie, na pewno się uda coś znaleźć. Może w ubezpieczeniach?”, pyta. Radzi nam również, do jakiego koła powinniśmy się zapisać: “Najlepiej, jak się zgłosicie do Józka na Mokotów. To bardzo fajny facet, a koło jest prężne. Spodoba wam się” – łapie za telefon komórkowy i zapowiada koledze nasze przyjście, przy okazji od razu wystawiając nam dobre referencje. Nasz rozmówca nie spogląda nerwowo na zegarek, szukając pretekstu, aby nas odesłać dalej. Poświęca nam ponad pół godziny, nie zważając, że za drzwiami czekają na niego petenci. Na koniec dostajemy do poczytania statut i nasz rozmówca serdecznie ściska nam dłonie życząc: “Do szybkiego zobaczenia”. SLD – pół roku na dystans Dwie osoby wprowadzające, podpisanie deklaracji ideowej mówiącej, że zgadzamy się z programem SLD, oraz podanie najważniejszych informacji o sobie – oto główne wymogi stawiane kandydatom na członków SLD. Według nowego statutu kandydat będzie musiał poddać się wyjątkowej wśród organizacji politycznych, bo aż półrocznej karencji, czyli okresowi próbnemu. Do SLD mało osób trafia z ulicy. Tak naprawdę większość polecają starzy działacze. Dominują koła rodzinne (do których np. ojciec wprowadza syna czy córkę) środowiskowe i branżowe. Dzwonimy do głównej siedziby Sojuszu przy ulicy Rozbrat w Warszawie. Pani, która odbiera telefon, odsyła nas do lokalnego koła. Ale ostrzega, że będzie ciężko, jeśli nie mamy poparcia dwóch działaczy będących w SLD od co najmniej roku. “No, może wystarczy jedna osoba, jeśli wystawi nam naprawdę dobre referencje”, słyszymy. Kiedy mówimy, że nie mamy nawet jednej znajomej duszy w Sojuszu, pani pociesza i radzi, żebyśmy poszli do lokalnego biura, pogadali z działaczami, popracowali, dali się poznać. Wtedy na pewno ktoś zechce nas rekomendować. Pytamy, czy będą nas wypytywać o naszą wcześniejszą działalność polityczną. Okazuje się, że nie jest to przeszkodą, ale “lepiej jest nie skakać od Sasa do lasa”. Dlatego jeśli działaliśmy np. w AWS czy innej prawicowej organizacji, nie powinniśmy być zdziwieni, że nas odrzucą. “Chcemy oczyścić partię z ludzi, którym chodzi tylko o karierę, a nie działanie na rzecz społeczeństwa. Takie partyjne skakanie budzi podejrzenie o karierowiczostwo. No, chyba że chodzi o przejście z UP, PPS czy UW. Takich osób mamy więcej, bo zrozumiały, że tracą czas, angażując się w coś, co nie ma widoków na przyszłość”, przekonuje. PiS – im lepsze notowania, tym trudniej Wejście do głównej siedziby Prawa i Sprawiedliwości wiedzie przez mało estetyczny parking. Budynek – jak większość nowoczesnych budowli – ascetyczny i mało przytulny. Wchodzimy do długiego, pomalowanego na biało korytarza. W środku biegają młodzi ludzie. Obowiązują garnitury. Przez chwilę zaskoczeni obecnością obcych mierzą nas wzrokiem. Wreszcie jeden z chłopców uśmiecha się do nas i pyta, w czym może pomóc. Kiedy mówimy, że chcemy się zapisać do PiS, prowadzi nas do drobnej blondynki. “Tu nie ma z kim porozmawiać na temat warunków przyjęcia do PiS”, zastrzega siedząca za komputerem. Nie dajemy za wygraną i prosimy o statut i program partii. Dziewczyna z nieszczęśliwa miną znika na parę minut, wreszcie przynosi 64-stronicową książeczkę. Na pytanie, co mamy dalej zrobić, dostajemy w końcu telefon do lidera bielańskiego koła i z wyraźną ulgą mówią nam do widzenia. Nieoficjalnie dowiadujemy się, że nie jest łatwo zapisać się do PiS. Tym trudniej, im wyższe są notowania partii braci Kaczyńskich. Ugrupowanie stara się własnymi kanałami sprawdzić kandydata, zbadać jego przeszłość i teraźniejszość. Na decyzję o przyjęciu trzeba czekać nawet dwa tygodnie. PiS – obok LPR – uchodzi za partię niezwykle hermetyczną. Przed wyborami 2001 r. kandydaci na członków partii musieli podać, czy byli karani (jeśli tak, to za co), czy należeli do oficjalnych organizacji PRL-owskich ( chodziło o ORMO, MSW), przedstawić szczegółowo stan majątkowy i wymienić pełnione wcześniej funkcje (oraz to, czy zakończyły się sukcesem czy porażką). PO – bieganie w kółko W przypadku PO czuć powiew XXI w. Na internetowych stronach Platformy czytamy, że deklaracje przystąpienia do partii można wysłać pocztą elektroniczną bez konieczności fatygowania się osobiście. Dokument wysyłamy, ale przez kilka dni nic się nie dzieje. Postanawiamy więc wybrać drogę tradycyjną. Idziemy do siedziby głównej partii. Wejście niczym do sekretnego klubu wtajemniczonych. Nie ma żadnej tablicy informacyjnej, nie ma emblematów partyjnych. W recepcji siedzi młody człowiek z długimi włosami związanymi w kucyk, z błyskiem w oku wpatrzony w ekran monitora. Od razu podoba się nam to zaangażowanie. “Chcecie się zapisać? Nie, to nie u nas. Musicie iść do zarządu mazowieckiego, tam was skierują do właściwego koła”, kręci głową. Poproszony o program wyciąga kolorową broszurkę. Na pierwszej stronie zdjęcie Macieja Płażyńskiego. “To stare broszury, w nowych już go nie będzie”, wyjaśnia z uśmiechem. Wychodząc, zerkamy na ekran monitora, sprawdzając, co tak bardzo wciągnęło młodego platformersa. Niestety, to tylko gra komputerowa. Ponieważ na internetowych stronach PO przekonują, że swój akces można zgłosić w każdym biurze poselskim, idziemy do biura jednego z parlamentarzystów. W przestronnym mieszkaniu w pięknej starej kamienicy cisza i spokój. Nie ma posła, nie ma więc interesantów. Miła sekretarka (asystentka) stara się jednak nam pomóc. “Musicie iść do głównej siedziby. To nie jest najlepszy czas na zapisanie się. Największy ruch jest przed wyborami. Teraz nawet nie bardzo jest co robić”, wyjaśnia. Pytam, czy fakt, że zapisałam się kiedyś do lewicowej młodzieżówki, nie przeszkodzi mi w zapisaniu się do PO. “Szczerze mówiąc, nadmiar szczerości nie zawsze jest dobry”, radzi życzliwie, zniżając głos. Samoobrona Samoobrona jest partią wyjątkową z co najmniej kilku powodów. Nas najbardziej zaintrygowało, że nie wymaga od osób chcących się do niej zapisać zbytniej wierności. Otóż możliwa jest nawet przynależność do innych partii, organizacji związkowych czy społecznych. Członkostwo w Samoobronie uzyskuje się przez złożenie deklaracji. Aspirując do Samoobrony – jak zapewniają nas w warszawskiej centrali, przyszłej partii władzy – musimy zagwarantować na piśmie, że “będziemy szanować znaki i barwy organizacyjne”, “upowszechniać program Partii”, “zjednywać nowych członków i sympatyków” oraz “strzec jedności organizacyjnej”. Podpisaną deklarację muszą zaakceptować przewodniczący powiatu i województwa oraz wyznaczona osoba z prezydium partii. W kwestionariuszu musimy też podać znajomość języków obcych, wykształcenie i “kwalifikacje dodatkowe” – tu każdy chwali się, czym może. Musimy też przyznać się do naszej wcześniejszej aktywności politycznej, ale flirt z PZPR nie powinien nam zaszkodzić. Zabieramy kwestionariusze i statut. Obiecujemy, że nad członkostwem w Samoobronie jeszcze się zastanowimy. I w nieprzystępnej LPR, i w uśmiechniętej Unii Wolności towarzyszyło nam uczucie, że trochę zawadzamy i nie za bardzo wiadomo, co z nami zrobić. Aby zapisać się do PiS czy PO, trzeba mieć dużo samozaparcia, by nie dać się zbyć. A szeregowy działacz tak naprawdę zaczyna się liczyć dopiero przed wyborami, kiedy potrzebni są ludzie do rozlepiania plakatów, organizowania spotkań i przekonywania niezdecydowanych. Kandydata na członka zazwyczaj nie sprawdza się zbyt wnikliwie. Zwłaszcza że ustawa o ochronie danych osobowych zabrania żądać od niego zaświadczenia o niekaralności. Większość partii wymaga jedynie znalezienia osób wprowadzających. Ale tak naprawdę wymóg ten jest fikcją. Często jeden z działaczy, nawet nie znając kandydata, zostaje osobą wprowadzającą. Kandydat zazwyczaj też powinien przyjść na kilka spotkań danego koła, zanim zostanie członkiem partii. Podobne wpisy
Od tego czasu pozostawało w opozycji do rządu SLD-UP, zbliżając się do ugrupowań prawicowych. Od stycznia do kwietnia 2004 PSL współtworzyło federacyjny klub poselski z Polskim Blokiem Ludowym. 16 marca 2004 Jarosław Kalinowski ustąpił z funkcji prezesa partii, stając na czele Rady Naczelnej. Nowym prezesem został Janusz blocked napisano: 21:20 Edytowano: 21:21 Jak zapisać się do partii? Jak zapisać się do partiiNajsampierw zastanówmy się do jakiej partii chcielibyśmy należeć. Określmy swoje poglądy polityczne. Jakie one są? Prawicowe czy może lewicowe? Pomocą mogą być różnego rodzaju kompasy wyborcze. Aby dokładnie wiedzieć jak dołączyć do pewnej formacji politycznej trzeba przeczytać jej statut. Zawarte są tam między innymi wymogi, które trzeba spełniać aby móc dołączyć do partii. Statut przeważnie można znaleźć na stronie internetowej partii. Na przykład: (fragment statutu Prawa i Sprawiedliwości) "Rozdział IIICzłonkowie Sposób nabywania członkostwa1. Członkiem PiS może zostać osoba, która:1) posiada obywatelstwo polskie,2) ukończyła 18 lat,3) korzysta z pełni praw publicznych,4) zaakceptuje cele PiS, formy działania oraz zasady określonew niniejszym Statucie, regulaminach wewnętrznychoraz decyzjach władz PiS,5) spełnia inne wymogi określane okresowo przez Członkowie PiS dzielą się na:1) członków,2) członków Członkowie są przyjmowani do PiS na mocy uchwały ZarząduPowiatowego PiS, Zarządu Okręgowego PiS lub Komitetu Politycznegopo złożeniu pisemnej deklaracji i właściwych Rada Polityczna może nadać godność członka honorowegoosobie szczególnie zasłużonej dla PiS."(fragment statutu Ruch PL)"§ O przyjęciu w poczet członków Ruchu PL decyduje Zarząd Klubu, po złożeniu przez kandydataprawidłowo wypełnionej i podpisanej deklaracji członkowskiej, wraz z rekomendacjami dwóchczłonków Ruchu PL. Zarząd Klubu podejmuje decyzję w sprawie przyjęcia w poczet członków w ciągu14 dni od dnia złożenia deklaracji."Więcej szczegółów dowiemy się odwiedzając siedzibę partii w naszym mieście. Tam na pewno wszystko zostanie nam dokładnie objaśnione. Dostaniemy do wypełnienia deklarację członkowską, co wiążę się z akceptacją statutu partii. Po uzyskaniu członkostwa jesteśmy pełnoprawnymi członkami partii, wiążę się to także z obowiązkiem przestrzegania statutu partii, przychodzeniem na zebrania również może aktywnie działać w życiu politycznym wstępując w szeregi "młodzieżówki". Są to stowarzyszenia współpracujące z partiami politycznymi o podobnych celach. Np. Młodzi Demokraci, Ruch Młodych, Stowarzyszenie Liberalni itp. Zapis do młodzieżówki wygląda bardzo podobnie jak zapis do partii. Dziękuję, Poradniki z kategorii Szef SLD Grzegorz Napieralski zaproponował na sobotniej Radzie Krajowej Sojuszu zwołanie na grudzień konwencji krajowej partii, która miałaby dokonać zmian w statucie partii - wynika z nieoficjalnych informacji PAP od polityków SLD.

Przekonywał, że Nowa Solidarność ma być adresowana do ludzi, którzy myślą podobnie jak PO, ale nie chcą zapisywać się do partii. A także ma to być platforma dla działaczy samorządowych.

Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym. Art. 193. [Wielomandatowe okręgi wyborcze. Zakaz równoczesnego kandydowania do Sejmu i Senatu] § 1. Do Sejmu wybiera się 460 posłów z list kandydatów na posłów w wielomandatowych okręgach wyborczych. § 2.
.